Z ARGENTYNY DO PSZCZYNY
Trajektorie ludzkich losów przecinają się nieraz w niezwykły sposób, o czym świadczą korzenie rodzinne, a także koleje życia
mieszkańca Pszczyny Jorge (Georga, czyli Jurka po prostu) Babera,
którego przodkowie wywodzą się z Polski, Austrii, Wielkiej Brytanii i Francji.
Dziadkowie ze strony matki to małżeństwo Brytyjczyka i Francuzki z korzeniami indiańskimi z Argentyny. Ze strony ojca, dziadek Polak Andrzej Baber pochodził z okolic Piotrkowa Trybunalskiego. W czasie II wojny światowej był pilotem RAF-u i jako żołnierz angielskich sił powietrznych znalazł się w północnych Włoszech, gdzie poznał swoją przyszłą żonę. Po wojnie wyemigrowali do Argentyny, ale jeszcze we Włoszech w czasie oczekiwania na statek urodził się ich syn a ojciec Jorge, Henryk Stanisław. W Argentynie zamieszkali w Kordobie, drugim co do wielkości mieście tego państwa. Jorge natomiast urodził się w 1972 roku we Frankfurcie nad Menem, gdyż w czasie trwania junty wojskowej w Argentynie rodzice wyemigrowali do Niemiec. Naukę w szkole podstawowej rozpoczął więc w Niemczech, by po powrocie rodziny do Argentyny w 1980 r. ukończyć ją już w Kordobie.

Życie w Argentynie wspomina jako niezwykle barwne i ciekawe, nieraz trudne, zwłaszcza w czasie kryzysów ekonomicznych czy wojny o Falklandy. Z czasów dzieciństwa tamtejsza społeczność kojarzy mu się z ogromną różnorodnością narodowościową, mieszanką wielu kultur i języków. Nikogo nie dziwiło, że mieszkają obok siebie Polak, Niemiec, Żyd, Ukrainiec, Włoch, Hiszpan, emigranci z Libii czy Syrii. Nikt nie robił z tego problemu, żyli i współpracowali ze sobą bez większych konfliktów. Następne pokolenia to już Argentyńczycy, z różnorodnymi korzeniami rodzinnymi.
Z kulturą polską miał Jorge zawsze kontakt, z uwagi na dziadka Polaka, który zaangażowany był w działalność polonijną w Kordobie i Buenos Aires, jakiś czas nawet mieszkał w siedzibie Polonii, czyli Domu Polskim. Dziadek jednak języka polskiego używał tylko w rozmowie z kolegami Polakami. Dom Polski spełniał rolę klubu, dokąd dziadek zabierał najpierw swojego syna (który pochwalić się może grą w warcaby z Gombrowiczem), a później także wnuka i wnuczkę. Jednak Jorge i jego młodsza siostra Patrycja znali zaledwie kilka słów po polsku, śpiewali także polskie piosenki jednak bez rozumienia ich treści. W Argentynie ukończył studia związane z turystyką, ten rodzaj wiedzy jednak w naszym kraju mu się nie przydał.
Do Polski przybył po raz pierwszy jako turysta w 1991 roku zwiedzając wcześniej inne europejskie kraje. W Polsce zobaczył Gdańsk, Warszawę, Kraków, Wieliczkę, chciał zwiedzić Auschwitz, nie znając języka trudno mu się było jednak na dworcu dogadać. Po wielu problemach znalazł się w pociągu do Oświęcimia i podczas podróży poznał dwie młode pszczynianki Monikę i Natalię, posługujące się językiem angielskim. One to przyszły mu z pomocą, oprowadziły po muzeum, a co więcej zaproponowały zwiedzenie naszego miasta. Pojechali więc pożyczonym maluchem na dworzec do Krakowa po odbiór zdeponowanego tam bagażu, wrócili do Oświęcimia oddać auto i pociągiem do Pszczyny. A więc zaczęło się od przygód. To była akurat zima, park cały w bieli wyglądał bajkowo, zamarznięte stawy, kuligi – to zrobiło na nim wrażenie jako osobie przyzwyczajonej w Kordobie do temperatury +2 jako najniższej.
Po powrocie do Argentyny dokończył swoje studia, jakiś czas pracował jako przewodnik, pod koniec lat 90. prowadził klub muzyczny (pub), kiedy jednak przyszedł kryzys i hiper inflacja, w ciągu dwóch dni stracił wszystko. W 2001 roku wyjechał do Hiszpanii, gdzie miał możliwość uzyskania pracy, natomiast legalność pobytu mógł mu zapewnić polski paszport, wyrobiony swego czasu w Argentynie. Paszport trzeba było jednak zaktualizować (jako dotąd niewykorzystywany) i w tym celu wybrał się na tydzień do Polski. Z pszczyniankami utrzymywał cały czas kontakt, dzięki dziadkowi pisał listy także po polsku, więc znajomość odżyła. I jak mówi Jorge, z Anią Pośpiech (wieloletnią członkinią Uniwersytetu Trzeciego Wieku) i jej trzema córkami – Natalią, Moniką i Magdą (dwie z nich mieszkały wtedy w Krakowie), czuł się jak z rodziną. Było to bardzo istotne zwłaszcza w początkowym okresie aklimatyzowania się w Polsce i do dziś wspomina to z wielką wdzięcznością.
Tydzień, który przeznaczył sobie na załatwienie sprawy, przedłużał się i tak trwa do dziś. Do Hiszpanii już nie wrócił, zadomowił się w Krakowie na 12 lat. Dzięki swojemu towarzyskiemu usposobieniu poznał wielu nowych ludzi, zaczął uczyć hiszpańskiego, prowadził knajpkę Latino, w której częstymi gośćmi byli m.in. Latynosi, szukający tu nieraz porad, dotyczących przystosowania się do warunków życia w nowym kraju. Razem z kolegą Czechem, z którym do dziś się przyjaźni, założyli Zrestaurację czesko-argentyńską. W międzyczasie Jurek czynił weekendowe wypady do Pszczyny, miał tutaj coraz więcej znajomych i tak poznał swoją przyszłą żonę Basię (z domu Spyra). Zostali małżeństwem w 2006 roku, mieszkali początkowo w Krakowie, ale z chwilą kiedy córka Malena (bardzo argentyńskie imię) ukończyła cztery lata zdecydowali się na przeprowadzkę do Pszczyny w 2014 roku. Pracę w Pszczynie rozpoczął od razu od nauczania języka hiszpańskiego, zatrudnił się też na jakiś czas, jako że lubił i umiał gotować (jego mama Georgina Baber prowadziła kiedyś firmę cateringową, w której prowadzenie angażowała się cała rodzina) w restauracji, serwując gościom oryginalne, argentyńskie dania. Równocześnie dojeżdżał wiele lat do Krakowa, gdzie nauczał hiszpańskiego w szkołach językowych.
Po pandemii sytuacja się jednak zmieniła. Teraz skupia się przede wszystkim na nauczaniu języka, od dziewięciu już lat prowadzi zajęcia dla słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Pszczynie, a także w Pszczyńskim Centrum Kultury i w innych placówkach lekcje dla grup młodzieżowych i dorosłych. Jako nauczyciel jest pracowity i konsekwentny w swoim nauczaniu, o czym mogą zaświadczyć jego uczniowie, potrafi też ubarwiać przekazywane treści wplatając do nauki np. anegdotki, czy opowiastki z własnego życia. Oprócz języka hiszpańskiego posługuje się językiem angielskim, niemieckim i oczywiście polskim, którego jak mówi, uczył się, nauczając języka hiszpańskiego. Córka jest dwujęzyczna (polski i hiszpański).
Pszczyna mu się podoba, bardzo lubi też Kraków, czasem tęskni za Argentyną, jej klimatem, kuchnią, a przede wszystkim za rodziną. Z najbliższych pozostali tam rodzice i siostra z rodziną. Odwiedzają się, ale widują się nie częściej niż raz w roku - wiadomo odległość.
Pszczyna listopad 2024 Barbara Solarska
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -My, z PUTW - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
